Nagrodę zwaną Wojskowym Oscarem za ubiegłoroczne dokonania zdobył kapitan Tomasz Ogrodniczuk z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. Buzdygan w kategorii "Pasjonat" został uroczyście wręczony kustoszowi Muzeum Broni Pancernej.
"Zasłużona nagroda i dla właściwej osoby" - tak o przyznanym wyróżnieniu mówią przyjaciele i współpracownicy kapitana Tomasza Ogrodniczuka. Nikt, tak jak On nie potrafi w sposób nieprawdopodobny zdobywać kolejnych eksponatów i sprawiać, by "ożyły". Za jego sprawą w Muzeum Broni Pancernej stoją czołgi, działa samobieżne, limuzyny, a nawet wagon pociągu pancernego. Najcenniejszym dla niego eksponatem jest jedyny w Polsce i jeden z nielicznych na świecie czołg lekki T-70 ponieważ, jak twierdzi, "małe jest piękne". Jego marzeniem jest pozyskanie polskich czołgów TKS i 7TP lub francuskiego czołgu lekkiego z okresu I wojny światowej Renault FT-17, który był pierwszym czołgiem w wyposażeniu Wojska Polskiego. Kapitan Tomasz Ogrodniczuk z wojskiem związany jest od 1987 roku. Zamiłowanie do gór i pieszych wędrówek po halach i szczytach wyparte zostało przez militaria i historię. Jak mówią koledzy kapitana, tylko dlatego, że - po górach nie pojeździ czołgiem . Lubiany przez wszystkich, swoimi opowieściami wzbudza zainteresowanie i dużych i małych. Znane przez niego fakty sprawiają, że nawet przedszkolaki i młodzież szkolna, którą chętnie gości w swoim skarbcu, słucha z zapartym tchem. Co roku Muzeum odwiedza ponad 20 tysięcy osób i każdy z nich wychodzi ujęty usłyszaną opowieścią, czy ciekawostką, jak chociażby szczegółami związanymi z Rudym 102. Kapitan Ogrodniczuk jest wielkim fanem serialu telewizyjnego "Czterej pancerni i pies". Swoją przygodę z Muzeum rozpoczął 13 lat temu. Jego pasją stało się zbieranie i uruchamianie starych pojazdów wojskowych. Od początków zaopiekowania się zbiorami liczba znajdujących się w Muzeum eksponatów zwiększyła się ponad dwukrotnie. W najbliższym czasie zamierza odkopać bunkier używany w okresie II wojny światowej, znajdujący się na terenie CSWL. Wiecznie zajęty nie przestaje się uśmiechać. Z łatwością zjednuje sobie ludzi i ciągle poszerza rzesze miłośników historycznego uzbrojenia. Jak sam mówi, odnalazł i obudził w sobie pasję, która stała się motorem jego życia. Posiada niezwykłą zdolność zdobywania i ożywiania cennych militariów, w tym osławionego niemieckiego działa Stug IV, które stało się sensacją na skalę światową. Laureat nagrody swoje podziękowania kieruje przede wszystkim do rodziny. To dzięki ogromnej wyrozumiałości żony, która cierpliwie znosi jego ciągłą nieobecność, może kontynuować swoje pasje. To, co osiągnął zawdzięcza również pasjonatom takim jak on, oddanym sprawie, bez których wsparcia i wytrwałości wiele rzeczy nadal pozostawało by nieodnalezionych. Działalność i zaangażowanie kapitana Tomasza Ogrodniczuka zostały docenione przez Ministra Obrony Narodowej, w 2008r. otrzymał Odznakę Honorową i Medal Pamiątkowy Kustosza Tradycji, Chwały i Sławy Oręża Polskiego. Tomku! Szczerze gratulujemy Tobie nagrody. To zaszczyt, że jesteś wśród nas. Życzymy Ci kolejnych sukcesów i zrealizowania ambitnych planów.
|
Promujemy ludzi, którzy już zrobili wiele dobrego dla polskich sił zbrojnych, robią to teraz i zrobią w przyszłości. Taka jest istota Buzdyganów.
To wyróżnienie od szesnastu lat niezmiennie wzbudza w wojsku emocje. Nie inaczej było w tym roku. Do nagrody nominowano 53 osoby. To rekord w historii wyróżnienia. Propozycje przysłali przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej, Sztabu Generalnego WP, dowódcy rodzajów sił zbrojnych, dowódcy korpusów, brygad, pułków, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i innych instytucji związanych z siłami zbrojnymi. 16 marca 2010 roku w Redakcji Wojskowej w Warszawie zebrała się kapituła Buzdyganów, w której skład weszli laureaci ubiegłorocznej nagrody (niestety, nie wszyscy mogli być na posiedzeniu): posłanka Jadwiga Zakrzewska zasiadająca w sejmowej Komisji Obrony Narodowej, generał dywizji Mirosław Różański , dowódca 11 Dywizji Kawalerii Pancernej, pułkownik Anatol Tichoniuk , przewodniczący Konwentu Dziekanów Korpusu Oficerów WP, major Grzegorz Kaliciak z 17 Brygady Zmechanizowanej, starszy szeregowy Emil Uran z 18 Batalionu Desantowo- Szturmowego oraz przedstawiciele Redakcji Wojskowej: Marek Sarjusz-Wolski , redaktor naczelny, Wojciech Kiss-Orski , sekretarz redakcji, podpułkownik Artur Goławski , szef działu Armia w "Polsce Zbrojnej" oraz pułkownik rezerwy Jan Brzozowski , kierownik wydziału przeglądów sił zbrojnych. Po ponaddwugodzinnej dyskusji kapituła zdecydowała, że Buzdyganami za rok 2009 wyróżnieni zostaną: podpułkownik Tomasz Kotas , pierwszy polski żołnierz służący w siłach wczesnego ostrzegania NATO w Geilenkirchen; starszy szeregowy nadterminowy w stanie spoczynku Daniel Kubas , prezes i jeden z inicjatorów utworzenia Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju; Henryk Kruszyński , prezes firmy Teldat, współtwórca sieciocentrycznej platformy teleinformatycznej Jaśmin; sierżant Arkadiusz Mendel , dowódca sekcji plutonu przewodników psów specjalnych, uczestnik sześciu misji;kapitan Tomasz Ogrodniczuk , kustosz Muzeum Broni Pancernej w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu; kapral Łukasz Owczarek , obecnie służy w 10 Brygadzie Kawalerii Pancernej, uczestnik misji w Iraku i Afganistanie; pułkownik lekarz Grzegorz Stoinski , komendant 4 Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką we Wrocławiu;generał dywizji Andrzej Wasilewski , szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień SGWP, jeden z autorów założeń "Programu profesjonalizacji Sił Zbrojnych RP na lata 2008 - 2010";generał brygady Sławomir Wojciechowski , dowódca17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, organizator polskiego komponentu do grupy bojowej Unii Europejskiej; generał brygady Marek Witczak , komendant główny Żandarmerii Wojskowej, wprowadził zmiany w działaniach żandarmów w misjach. Przy wyborze laureatów Buzdyganów członkom kapituły przyświecała jedna idea - nagrodzeni powinni być ludźmi nietuzinkowymi, promującymi śmiałość myślenia, odwagę w prezentowaniu poglądów, kształtującymi nowoczesny wizerunek Wojska Polskiego.
Pasjonat - Kapitan TOMASZ OGRODNICZUK
Wiecznie zabiegany. Szybko chodzi, mówi i działa. Uważa, że każdy w życiu powinien mieć jakąś pasję i, jego zdaniem, każdy ją ma, tylko u większości jest ona uśpiona. "Trzeba ją w sobie odnaleźć i obudzić. Mnie się udało", mówi kapitan Tomasz Ogrodniczuk, nieetatowy kustosz poznańskiego Muzeum Broni Pancernej, a na co dzień wykładowca Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu. Kustoszem został trzynaście lat temu. Jego hobby stało się zbieranie, eksponowanie, naprawianie i uruchamianie starych pojazdów pancernych. Od czasu, gdy opiekuje się zbiorami, zwiększył liczbę eksponatów ponad dwukrotnie. Dziś muzeum to jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie można oglądać unikatową kolekcję pancerną, w tym czołg T-34, który znamy jako "Rudego" z "Czterech pancernych", jedyny zachowany w Polsce czołg lekki T-70 czy wagon szturmowy pociągu pancernego z przełomu XIX i XX wieku. "Teraz jest tam ponad 40 egzemplarzy, a Tomek poszukuje kolejnych", dodaje podpułkownik Tomasz Szulejko, rzecznik dowódcy Wojsk Lądowych. Dzięki inicjatywie kustosza wydobyto z rzeki Rgilewki unikatowe niemieckie działo pancerne StuG IV. Kustosz nie tylko udostępnia zabytki, lecz także je ożywia. Skupił wokół siebie grupkę zapaleńców i razem potrafią siedzieć po nocach, żeby na przykład silnik czołgu znowu zadziałał. W ten sposób ożywili T-34, który jest teraz najstarszą jeżdżącą wojenną wersją w Polsce, oraz czołg IS-2M, jedyny sprawny taki pojazd w tej części Europy. Jeździ też odremontowany StuG. W rzadkich wolnych chwilach kapitan lubi obejrzeć ukochany serial "Czterej pancerni". Film zna na pamięć i teraz szuka w nim detali, na przykład: ile typów czołgów pojawia się w odcinku. Zdaniem podpułkownika Szulejki, kapitan to człowiek, który umie swoją pasją zarazić innych. "Nie wyobrażam sobie, że mam odpoczywać w kapciach", tłumaczy kustosz, i dodaje, że największą satysfakcję sprawia mu, kiedy ludzie wychodzą z muzeum zadowoleni. (AD)
Poszukiwanie wyzwań - Kapral ŁUKASZ OWCZAREK
Wojsko to jego życie. Nie boi się zmian, szuka wyzwań. Z takim nastawieniem jeszcze jako szeregowy trafił w 2004 roku na misję w Iraku, gdzie uczestniczył w obronie karbalskiego ratusza i w interwencji podczas powstania sadrystów. Służył wówczas - oddelegowany z jednostki w Żarach - w kompanii rozpoznawczej 17 Brygady Zmechanizowanej, jeździł Chevroletem pick-upem. Na skutek urazu spędził miesiąc w szpitalu polowym w Bagdadzie. Po rekonwalescencji prosił lekarzy i przełożonych o zgodę na powrót do służby, choć mógł wrócić do kraju: "Nie dałem się zrotować". W 2007 roku pojechał do Afganistanu, gdzie patrolując teren w HMMWV, często uczestniczył w starciach ogniowych i bronił się w zasadzkach organizowanych przez partyzantów. W trakcie jednej z akcji, w której został ranny dowódca, chcąc ratować mu życie, próbował przetoczyć własną krew. Nie udało się, porucznik zmarł na jego rękach. Dziś Owczarek jest dowódcą drużyny 4 Kompanii Zmechanizowanej 10 Batalionu Dragonów 10 Brygady Kawalerii Pancernej. "Choć uczestniczył w dramatycznych zdarzeniach, nie załamał się, nie porzucił służby. Po misji afgańskiej zdał maturę i został podoficerem", podziwia 30-letniego kaprala generał dywizji Mirosław Różański, dowódca 11 Dywizji Kawalerii Pancernej, laureat zeszłorocznej edycji Buzdyganów. "Świetny z niego żołnierz", zapewnia były przełożony kaprala Owczarka z Iraku i również laureat Buzdygana, major Grzegorz Kaliciak z 17 WBZ. Kapral cieszy się z awansu. "Dostrzegł mnie dowódca batalionu, obiecał, że skieruje na kurs podoficerski. Takich obietnic wcześniej słyszałem wiele, ale uwierzyłem i się nie zawiodłem". Mimo że od ukończenia szkoły średniej minęło dziewięć lat, zaczął się intensywnie uczyć, zdał maturę i znalazł się w poznańskiej szkole podoficerskiej. Kurs ukończył z wynikiem bardzo dobrym. Obecnie poznaje atuty Rosomaka na szkoleniu w Siemianowicach Śląskich. Zgodził się pojechać na kolejną zmianę kontyngentu w Afganistanie właśnie jako dowódca transportera. "Chętnie przyjąłem ofertę wyjazdu. Gdy porównuję Rosomaka z poprzednimi wozami, którymi jeździłem, czuję się jak w siódmym niebie". (AG)
Człowiek z psem - Sierżant ARKADIUSZ MENDEL
Od trzech lat są nierozłączni: czteroletni Tajson, owczarek niemiecki, specjalista od wykrywania materiałów wybuchowych i 33-letni sierżant Arkadiusz Mendel, dowódca sekcji plutonu przewodników psów specjalnych. Obaj służą w 2 Mazowieckiej Brygadzie Saperów w Kazuniu. Psi pluton złożony z 16 owczarków niemieckich i belgijskich oraz labradora powstał jako pierwszy w Wojskach Lądowych. Jego członkowie to specjaliści w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych, amunicji i broni. Każdy zwierzak z łatwością wywącha proch, trotyl czy semtex. Sierżant Mendel i pies Tajson przeszli szkolenie w Ośrodku Tresury Psów Służbowych Straży Granicznej w Lubaniu Śląskim. W 2009 roku wyjechali na czwartą zmianę kontyngentu w Afganistanie. Razem trzymali służbę na bramie w bazie Warrior, jeździli na patrole, przeszukiwali wioski. Koledzy wspominają, że już jako żołnierz służby zasadniczej Arkadiusz Mendel wyróżniał się obowiązkowością i zdyscyplinowaniem. Trzy razy był na misji w Libanie, dwa razy w Afganistanie i raz w Iraku. Na pierwszą z nich pojechał, gdy był jeszcze młodym żołnierzem w służbie zasadniczej. Popchnęła go ciekawość. Połknął haczyk. Do Iraku zgłosił się, aby jako żołnierz nadterminowy dostać kontrakt. Wpisem do Księgi Honorowej Ministra Obrony Narodowej wyróżniony został za męstwo podczas tej misji. Podczas rozminowywania saperzy międzynarodowego plutonu trafili pod ostrzał moździerzowy. Sierżant Mendel, nie bacząc na niebezpieczeństwo, wyniósł ciężko poparzonego kolegę, ratując mu w ten sposób życie. "Nie czuję się bohaterem, każdy żołnierz na moim miejscu zrobiłby to samo", skwitował. Zawód żołnierza stał się dla niego pasją. Uzupełnia ją zainteresowaniem historią wojskowości oraz budowlami fortyfikacyjnymi. Dalsze plany? Czeka go jeszcze sześć lat pracy z Tajsonem. (MS)
Szczęściarz do trudnych zadań
Generał brygady SŁAWOMIR WOJCIECHOWSKI
Gdy jako podporucznik zaczął służbę w kompanii szkolnej, jego kolega dowodził jednym plutonem podchorążych, a on - ze względu na braki kadrowe - dwoma. Gdy został dowódcą baterii, jego koledzy mieli po pięćdziesięciu ludzi w pododdziale, on miał ponad stu. Gdy został dowódcą dywizjonu, to największego w całej dywizji. Nie inaczej było, gdy objął stanowisko zastępcy dowódcy jednostki. Jego koledzy służyli w typowych jednostkach przeciwlotniczych, a on trafił do Czerwieńska, do pułku wytypowanego do sił szybkiego reagowania NATO. Generał brygady Sławomir Wojciechowski nie uważał się za pechowca. Dzięki kolejnym wyzwaniom w trakcie służby oraz kształceniu w kraju i za granicą nabierał doświadczenia, co pozwoliło mu szybko uzyskać zdolność dowodzenia na szczeblu ogólnowojskowym. Żołnierskie szczęście go nie opuszczało. Gdy w 2008 roku objął dowodzenie sztandarową 17 Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną, jednostka zaczęła akurat przygotowywać pięcionarodową grupę bojową Unii Europejskiej. Polski komponent był dwukrotnie poddany kontroli według "Programu oceny gotowości bojowej dowództw i jednostek wojsk lądowych (CREVAL)" i został dobrze oceniony. Od stycznia unijna jednostka pod dowództwem generała rozpoczęła dyżur. Życiową dewizą tego doskonałego dowódcy jest zawsze być sobą. Nie lubi pozerstwa, zadzierania nosa czy cwaniactwa. Pewnie dlatego podwładni uważają go za sprawiedliwego i kompetentnego dowódcę. Sposób kierowania ludźmi i wojskową fachowość doceniają także jego przełożeni. Dowódca 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej generał dywizji Mirosław Różański szanuje dowódcę podległej jednostki za odwagę oraz nowatorskie metody dowodzenia i szkolenia. (BP) |